poniedziałek, 11 maja 2015

eighteen

UWAGA! Rozdział zawiera wulgaryzmy. 
Wstałam wcześnie rano, o wiele za wcześnie niż bym chciała, ale biorąc po uwagę fakt, jak szybko wczoraj zasnęłam, nie jest to ani trochę dziwnie. Przeciągnęłam się na łóżku i poszłam do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Kiedy wykonałam wszystkie potrzebne czynności, przeszłam do pokoju, gdzie ubrałam skarpetki, które tradycyjnie zapomniałam zabrać ze sobą do łazienki. Rozglądając się po pokoju, zastanawiałam się, co mogłabym dziś robić. Nie mam ochoty widzieć ani Ashtona, ani Hemmingsa, a Jazzy pewnie zajęta jest Justinem, więc wychodzi na to, że jestem skazana na własne towarzystwo chyba, że...
jesteś online.
~ luhe: idiotka
~ lucyh: baran
~ lucyh: kiedy Ci się to znudzi?
~ luhe: nigdy idiotko
luhe pisze...
~ lucyh: jesteś dużym dzieckiem
~ luhe: co innego też mam duże ;>
~ lucyh: FUJ!
~ luhe: wiem, że i tak się uśmiechasz
~ luhe: zawsze uśmiechasz się, gdy mowa o penisach
~ luhe: Lucy, lecisz na penisy
~ lucyh: USPOKÓJ SIĘ I SWOJEGO PENISA, KTÓRY WCALE NIE SPRAWIA, ŻE SIĘ UŚMIECHAM
lucyh pisze...
~ luhe: racja, będziesz krzyczeć z rozkoszy, gdy w końcu się poznacie
~ lucyh: jesteś okropny, idę sobie
~ luhe: nie pójdziesz, bo nie masz co robić i jestem jedyną osobą, która chce dzisiaj Twojego towarzystwa
~ lucyh: kłamca
~ luhe: widzisz jak idealnie się rozumiemy
~ lucyh: więc skoro tak bardzo chcesz mojego towarzystwa, ujawnij się już dzisiaj
~ luhe: nie ma sprawy
~ luhe: o 19 w parku
~ lucyh: gdzie haczyk?
~ luhe: nie pojawię się, jeśli nie założysz stringów i obcisłej sukienki
~ lucyh: oszalałeś
luhe jest offline.
Westchnęłam i obróciłam się na krześle. Jego wymóg był śmieszny i na pewno nie zamierzałam robić tego, co chciał. Nie on tu dyktuje warunki.
Zabrałam z biurka telefon i zbiegłam na dół. Rozejrzałam się dookoła, a kiedy nie dostrzegłam nigdzie mamy, podłączyłam telefon do głośników i głośno włączyłam mój ulubiony zespół. W międzyczasie postanowiłam przygotować sobie jakieś śniadanie. Nie jestem przyzwyczajona do tak wczesnych posiłków, ale wczoraj praktycznie nic nie zjadłam, a mój brzuch już od jakiegoś czasu daje o sobie znać.
Wlałam trochę wody do garnka i postawiłam na kuchence z nadzieją, że nie będę musiała długo czekać nim woda zacznie się gotować. Nie wiem czemu zdecydowałam się na robienie czegoś, co zajmuje znacznie więcej czasu niż zwykłe naleśniki, które zazwyczaj zjadam na śniadanie.
– Zachciało mi się zmian – szepnęłam i głośno się zaśmiałam.
Pół godziny później siedziałam na kanapie i spożywałam przygotowany posiłek. Z każdym kolejnym kęsem krzywiłam się coraz bardziej. Wszystko było przesolone i zdecydowanie rozgotowane. Zawsze tak się kończy moje gotowanie.
– Co masz? – Usłyszałam głos mamy nad głową, przez co odchyliłam ją, by spojrzeć na zaspaną rodzicielkę.
– Nic dobrego – odpowiedziałam, po czym nabiłam na widelec trochę jedzenia i podałam mamię. Uważnie przyglądałam się, jak próbowała ukryć przede mną fakt, że wcale jej to nie smakuje, a uśmiech, który pojawił się na jej twarzy wcale nie był szczery.
– Bardzo dobre – powiedziała i odwróciła się, żeby prawdopodobnie wypluć na rękę nie połknięte jedzenie.
– Kłamiesz. To jest okropne.
– Następnym razem pójdzie ci lepiej.
– Mamooo... – Odłożyłam talerz i podeszłam do niej, a kiedy stałyśmy obok siebie, powiedziałam – jestem fatalną kucharką i w przyszłości zabiję swojego męża i dzieci, jeśli ugotuję im taki obiad.
– Umiesz tylko marudzić. – Szczypnęła mnie w ramię i zabrała się za przygotowywanie herbaty.
– Więc mogę liczyć na dobre śniadanie? – Spojrzałam na nią z miną szczeniaczka, i mimo że mama upierała się, że to już od dawna na nią nie działa, widziałam uległość na jej twarzy. Pokiwała głową, a ja wróciłam do salonu, gdzie wyłączyłam muzykę i pobiegłam do swojego pokoju.
jesteś online.
luhe jest offline.
~ lucyh: baran
~ lucyh: pinokio
~ lucyh: wielki kutasie?
~ lucyh: gdzie jesteś
~ lucyh: przecież wiem, że Twoje życie krąży wokół mnie, więc co Ty teraz robisz
~ lucyh: walisz sobie?
~ lucyh: no wejdź
lucyh pisze...
luhe jest online.
~ luhe: jesteś napalona na mojego pegaza
~ luhe: mam lepsze rzeczy do roboty niż ciągłe pilnowanie idiotki
~ lucyh: o!
~ lucyh: jesteś
~ luhe: o!
~ luhe: idę
~ lucyh: czekaj!
luhe pisze...
~ lucyh: nie ubiorę stringów
~ luhe: więc mnie nie poznasz
~ lucyh: palant
~ luhe: cipka
luhe jest offline. 
– Dupek – szepnęłam, po czym podeszłam do okna i lekko je uchyliłam. 
Kilkanaście minut później usłyszałam krzyk mamy, więc zbiegłam na dół, gdzie na stole stało kilka talerzy, a po całej kuchni roznosił się cudowny zapach jedzenia. Zamknęłam na chwilę oczy i rozkoszowałam się samymi wyobrażeniami. Nie potrafiłabym zrobić czegoś równie dobrego. Moja mama powinna być zawodową kucharką. Jest perfekcyjna w tym co robi i jestem pewna, że zadowoliłaby więcej brzuchów niż tylko swój i mój.
– Mamo, to smakuje genialnie – powiedziałam, po czym usiadłam na jednym krześle i zalałam oba kubki. 
– Jeszcze nic nie zjadłaś. – Spojrzałam na mamę i cicho się zaśmiałam. 
– Wiem, ale to na pewno smakuje genialnie – odpowiedziałam, a ona usiadła naprzeciwko mnie i pierwsza nałożyła sobie jedzenie. 
Spożywałyśmy w ciszy, tak jak miałyśmy to już w zwyczaju. Każdy kęs sprawiał, że moje podniebienie tańczyło, a żołądek wywijał fikołki z rozkoszy. Już dawno nie jadłam czegoś tak bardzo dobrego, jak posiłek przygotowany przez mamę. Przywykłam już do tego szpitalnego jedzenia, które nie dość, że okropnie wyglądało na talerzu, to w dodatku jeszcze gorzej smakowało. Jestem pewna, że nikt nie jadł tego z własnych chęci, tylko przez pieprzony przymus. 
– Wiedziałam, że jest pyszne! – Oblizałam usta, a kiedy mama spojrzała się na mnie, wskazała palcem na malutkie pudełeczko. Chwyciłam je i szybko otworzyłam, a moje oczy gwałtownie się rozszerzyły. 
– Smacznego – powiedziała i zachichotała. 
– Nie wiem czy mam miejsce na deser – jęknęłam i z widocznym w oczach smutkiem spojrzałam na mamę. 
– Masz tam jeszcze wiele miejsca, po prostu jedz. 
– Jesteś jak babcia. 
– Babcia jest gorsza. Ja po prostu wiem, że chcesz to zjeść i czekasz aż wystarczająco dobrze cię zachęcę. Lucy, znam cię odkąd opuściłaś mój brzuch, więc mnie nie oszukasz. 
– Shame on me – powiedziałam, po czym chwyciłam leżącą obok talerza łyżeczkę i nabrałam na nią trochę lodów, które już po kilku sekundach trafiły do mojej buzi. – Idealne – szepnęłam z zamkniętymi oczami. 
Po skończonym posiłku pomogłam mamie sprzątnąć wszystko ze stołu i większość naczyń załadować do zmywarki. Kiedy stół był pusty, a mój żołądek wciąż ociężały, powoli poszłam do swojego pokoju, gdzie kładąc się na łóżku zasnęłam na kilka godzin. 
***
Obudziłam się godzinę przed planowanym spotkaniem. Siedząc na łóżku zastanawiałam się, czy rzeczywiście poznam dziś anonimowego rozmówcę. Skoro przez kilka miesięcy miał problem z ujawnieniem się, co takiego wyjątkowego jest w dzisiejszym dniu, że nagle chce pokazać mi swoją twarz? Wiem, że to prawdopodobnie podstęp, ale nie zamierzam rezygnować i pójdę tam, mimo tego, co może mnie spotkać.
Opuściłam łóżko i przeszłam do łazienki, gdzie nieco ogarnęłam włosy i twarz. Opuszczając pomieszczenie podeszłam do szafki, z której wzięłam biały top i spódniczkę. Nie zamierzałam ulegać jego wymogom. Jeśli mam wyjść z domu to tylko i wyłącznie w ciuchach, w których będę czuła się dobrze. 
Założyłam na siebie ubrania i buty, po czym zeszłam na dół i wzięłam kluczyki do samochodu. Dawno nim nie jeździłam, a mój ostatni raz to ten, kiedy jechałam wspólnie z Ashtonem. Na samo wspomnienie poczułam w brzuchu falę niepokoju, ale nie zamierzałam się tym przejmować... lub przynajmniej udawałam, że mnie to nie obchodzi. 
– Wychodzę! – Krzyknęłam, gdy otwierałam drzwi. Usłyszałam tylko ciche pożegnanie mamy, co minimalnie mnie uspokoiło. 
Wsiadłam do samochodu i szybko odpaliłam silnik. Dopiero podczas wjeżdżania na odpowiednią stronę jezdni, zdecydowałam się zapiąć pas i włączyć muzykę. Droga do parku nie była daleka, ale nie chciałam ryzykować jakimś niechcianym zdarzeniem, które na pewno się jeszcze dziś wydarzy. Odblokowałam telefon, gdy stojąc na czerwonym świetle nie wiedziałam na czym skupić swoją uwagę. Chwilę później ponownie ruszyłam i po paru minutach dojechałam we właściwe miejsce. Wysiadłam z samochodu i przeszłam przez bramkę, by ścieżką skierować się na jedną z kilkunastu ławek. Teraz pozostało tylko czekać dziesięć minut. 
Zawsze irytowało mnie to, że musiałam pojawiać się przed czasem. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się tak, żebym była spóźniona na jakieś spotkanie. Nienawidziłam tego. Cierpliwość nie należy do cech mojej osobowości, więc wyjęłam telefon i zalogowałam się na komunikatorze. 
jesteś online.
luhe jest online.
~ lucyh: pokaż się już, bo umrę z nudy
~ luhe: nie masz obcisłej sukienki, ani pewnie stringów
~ lucyh: jesteś już?! 
~ luhe: przyglądałem się, jak Twoja spódniczka unosi się na wietrze
luhe pisze...
~ lucyh: debil
~ lucyh: podejdź tu
luhe jest offline.
Rozejrzałam się dookoła z myślą, że zobaczę gdzieś kogoś znajomego. Nie myliłam się. Szeroko otworzyłam oczy, gdy spostrzegłam idącego w moją stronę Ashtona. Gwałtownie wstałam, chcąc głośno na niego nakrzyczeć, ale nawet nie wiedziałam, co miałabym powiedzieć. Poczułam się oszukana. To jedyne słowo, które teraz siedziało w mojej głowie. 
– Co tu robisz? – Zapytał, kiedy stanął naprzeciwko mnie.
– Co ja tu robię? Raczej co ty tu robisz, Ashton?! Jak mogłeś mnie tak oszukiwać przez ten cały czas, jak? – Uderzyłam go mocno w tors, po czym usiadłam i głośno wciągnęłam powietrze, chcąc się nieco uspokoić. 
– O co ci chodzi? – Usiadł obok mnie, a jego dłoń znalazła się na moim kolanie. Szybko ją strąciłam, czując do chłopaka jedynie wstręt. 
– O co mi chodzi? Jesteś napalona na mojego pegaza, coś ci to mówi?! 
– Lucy, oszalałaś. – Jego spokojny ton jeszcze bardziej mnie irytował. Wstałam, kierując się w stronę samochodu. Nie panowałam nad tym, w jakim tempie stawiałam kroki. Chciałam tylko jak najszybciej wrócić do domu i zablokować jego konto.
– Jesteś skończony – powiedziałam, zauważając, że dorównał mi kroku. 
– To wszystko jest ustawione. – Złapał mnie za rękę, przez co musiałam się zatrzymać, bo mocny ućsisk rozniósł nieprzyjemną falę po całym ciele. – Ktoś do mnie napisał, żebym tu dzisiaj był. Gdybym wiedział, że to ty, przyjechałbym do twojego domu a nie tutaj. 
– Co ty pieprzysz, Ashton, kurwa mać nie pisałam do ciebie. – Odsunęłam się od niego na kilka kroków i po chwili ponownie zaczęłam iść. 
– Więc co tu robisz? – Ashton wyprzedził mnie i zaczął iść przede mną, twarzą skierowaną w moją stronę. 
– Od miesięcy pisze do mnie jakiś anonimowy palant, dzisiaj miał się ujawnić, a zamiast niego jesteś ty – powiedziałam, po czym wsiadłam do samochodu, uprzednio wyłączając blokadę i odpaliłam silnik, chcąc jak najszybciej zniknąć z tego miejsca. 
jesteś online.
luhe jest online.
~ luhe: i jak Ci się podobało spotkanie?
~ lucyh: jesteś skończony
~ lucyh: jadę na policję zgłosić stalking
~ luhe: nie zrobisz tego
luhe pisze...
~ lucyh: zdziwisz się
jesteś offline.
Rozdział z tygodniowym opóźnieniem, ustawiony na automatyczną publikację dnia 6.05.2015. Mogą pojawić się drobne błędy. 
Napisanie rozdziału zajmuje kilka godzin, a nawet dni. Widzę, ile każdego dnia jest wejść na tego bloga, a w komentarzach pustka. Pozostawiajcie po sobie jakikolwiek ślad, to cholernie motywuje. 

11 komentarzy:

  1. Jezuuu, dziewczyno xd znęcasz się nade mną. W końcu nie wiem czy luhe to Ashton czy nie ;d jaram się. "zawsze uśmiechasz się, gdy mowa o penisach" xd Nie przedłużając dużo weny i czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kurde a juz myslalam ze sie dowiem kto do niej pisze :/ rozdział super! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Hah. Nie rozczarowałaś mnie;) miałam przeczucie, że sie nie dowiem kim jest Luhe XD... Będą kłopoty jak wypapla. A kiedy policja przeczyta ich wiadomości;) choć pewnie tak się nie stanie. Może znowu jakiś wypadeczek? Jestem ciekawa i czekam niecierpliwie na nextasa;)) ps. Wulgaryzmy to podstawa:P

    OdpowiedzUsuń
  4. Błagam pisz więcej kc to opowiadanko.
    Pozdrawiam i życzę weny-ROSALIE

    OdpowiedzUsuń
  5. Geez... Takie emocje mną targają, że idk co napisać xd
    Tak mnie ciekawi kim jest luhe. Daję rękę, że to nie Ashton i nie Luke, ale nie mam pojęcia kto to może być.
    Ściskam serdecznie i życzę weny
    Caroline xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam do zapisania się do spisu :)
    http://wykaz-opowiadan.blogspot.dk/

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział XD czekam na kolejny :*
    /A

    OdpowiedzUsuń
  8. "Występują wulgaryzmy". Pisz takie rzeczy, kiedy one faktycznie występują! Już miałam nadzieje...:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  9. Ten luhe to palant. Jednak można było się tego spodziewać, że się nie zjawi. Naprawdę zastanawia mnie kto to może być. Nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału. Pisz szybko, gdyż wszystkie twoje rozdziały nadrobiłam i nie wiem co mam czytać. Zapraszam również na mojego bloga http://kronika-dark-hills.blogspot.com/.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Genianle :D Czekam na nexta xd siedziałam do teraz i czytałam xd Pozdrawiam :D /Wo.

    OdpowiedzUsuń